|
:::NAWIGACJA:::
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
 |
| |
|
|
>
HETMAN ZAMOŚĆ - HUTNIK 1:5 |
Sobota
14-08-2004 |
|
Mimo
problemów z uzbieraniem
pieniędzy i znalezieniem zastępczego
kierowcy w 36 osób ruszamy mocno spóźnieni na Zamość. W
okolicach
Tarnobrzega kierowca (w czasie jazdy) postanowił pogrzebać cos w
górnej
półce, jednak siadając z powrotem za kierownicą zawadził o nią
nogą i
stracił panowanie nad pojazdem. Wjeżdżamy przez trawę na przeciwległy
pas ruchu, mało brakowało a byłoby czołowe zderzenie. Sekundę
później
minimalnie przejeżdżamy obok drzew na drugim poboczu. W czasie tych
manewrów pękła opona (pierwszy raz widziałem by bieżnik opony
przerzuciło na lewą stronę ! ) podjeżdżają pały i eskortują już nas pod
Zamość, 40 km przed Zamościem oznajmiają nam że... kibice Hutnika maja
zakaz wyjazdów, oraz ze zarząd Hetmana nie zezwolił na
wpuszczenie nas
na stadion (sprawę będziemy wyjaśniać w klubie), bezskutecznie
próbujemy skontaktować się z zarządem Hetmana jak i z naszym
trenerem
by wyjaśnić sytuacje , jednak widząc ze już i tak nie zdążymy nawet na
2 połowę po małych przepychankach z pałami, odjeżdżamy oznajmiając co
sadzimy o Zamojskiej policji. Eskortę mamy aż do Nowej Huty.
|
|
|
>
POGOŃ LEŻAJSK - HUTNIK 1:2 |
Niedziela
22-08-2004 |
| Do
Leżajska po efektownej wygranej naszych kopaczy w Zamosciu 5-1
wybieramy się w 83 osoby. Na stadionie wywieszamy 3 flagi Hutnik
(czarna), Stalove, oraz Młodości. Zorganizowanych kibiców Pogoni
nie
stwierdzono (zero młynka zero barw), jedynie paru cwaniaczków
stojących
przy policji wykrzykujących "Orzeł Przeworsk". Przez większość
spotkania prowadzimy dobry doping. W drodze powrotnej lekkie
przepychanki z psami, które eskortują nas aż do NH bez postoju. |
|
|
>
HUTNIK - WIERNA MAŁOGOSZCZ 0:0 |
Niedziela
29-08-2004 |
Piękne
niedzielne popołudnie, ostatni weekend wakacji. Hutnik rozgrywał
pierwszy mecz w tym sezonie przed własną publicznością.
Pierwsze
niemiłe doznanie to dziwny przepis zabraniający wnosić
PLASTIKOWYCH butelek na teren stadionu. Kto to wymyślił ? Na osłodę -
widok nowych krzesełek! Wielki napis HUTNIK robi wrażenie. Stadion nam
powoli młodnieje... Przyszło nas sporo - "na oko" 1500 luda.
Dopingujemy poprawnie przez cały mecz, w głównym młynie staje
około
setki kibiców. Tworzą się także 2 mniejsze młyny - jeden to
kibice przy
flagach "Stalove" i (debiutującej) "Najwierniejsi kibice
najwierniejszym piłkarzom", a drugi - mocno alkoholowy w okolicy
sektora G. Na stadionie sporo innych flag + flagi na kijach.
Nasi piłkarze walczyli jak zwykle walecznie, po meczu widać było jak
wiele sił i potu zostawili na murawie, mimo zmęczenia i załamania
podbiegaja podziękować za doping. Zabrakło szczęścia... i uczciwego
sędziego. Kopacze z Małogoszczy w 2 połowie grają bardzo nie fair.
Oczywiście kibiców przyjezdnych nie zobaczyliśmy.
W
drodze powrotnej w tramwaju podobno pojawia sie nieliczna grupa
uzbrojonych kibiców innej drużyny. Niczego nie kroją, nikogo nie
biją... |
|
|
>
KMITA ZABIERZÓW - HUTNIK 1:0 |
Sobota
04-09-2004 |
Dla
niektórych z nas podróż do Zabierzowa była nie tylko
trzecioligowym
wyjazdem, ale także próbą rozrachunku z przeszłością. To właśnie
w tym
miasteczku kilka lat temu urządzono nam solidny maraton.
Na
zbiórce ani przez chwilę nie wątpilimy że tym razem będzie nas w
Zabierzowie dużo. Odjazd nieco się przeciąga, ale nikt nie robi z tego
powodu scen. Koniec końców pakujemy się w około 550 osób
do środków
transportu. Jedziemy przez cały Kraków ze śpiewem na ustach.
Pod
stadion Kmity docieramy odpowiednio wcześnie, część młodzieży z
miejsca zaczyna dym z ochroną - wyłamują bramkę i wpadają w około 30
osób na murawę, gdzie toczą przez około pół minuty
wyrównany pojedynek
z profesjonalną ochroną, która po tym zajściu będzie musiała
dokupić
nieco ekwipunku. Również w czasie meczu nowohuccy chuligani
kilkakrotnie próbują rozkręcić dym, ale do niczego poważnego nie
dochodzi.
Klatka
dla gości na Zabierzowskim stadionie przypomina górkę, z
której
dzieci zjeżdżają zimą na sankach. Miejsce, z którego przyszło
nam
oglądać mecz to stromy wał ziemny poronięty trawą. Nie wyobrażamy sobie
co by się tam działo gdyby zaczął padać deszcz.
W
trakcie meczu prowadzimy godziwy doping, jednak zważywszy na naszą
frekwencję powinien on być dużo lepszy. Nasi piłkarze przeżywają kryzys
formy - po niedawnym podarowaniu Wiernej dwóch punktów
tym razem nie
oddają ani jednego strzału, który zmusiłby miejscowych bramkarzy
do
wysiłku. Przez ponad pół meczu gramy w przewadze jednego
zawodnika,
jednak nie potrafimy strzelić bramki. Na oddzielne słowa komentarza
zasługuje postawa arbitrów. Zarówno liniowi jak i sędzia
główny
solidnie pracowali na angaż w kolejnej części "Piłkarskiego Pokera".
Wielokrotnie mylili się na korzyć gospodarzy a mistrzostwem drukarstwa
była sytuacja pod koniec meczu, kiedy sędzia gwizdnął wolnego "na
krzyk" w odległości ok. 20 metrów od naszej bramki i pozwolił na
błyskawiczne jego wykonanie BEZ ZATRZYMANIA PIŁKI. Brawo panie sędzio!
Kiepska
końcówka spotkania skłoniła sporą liczbę wyjazdowiczów do
opuszczenia trybun, czym zaprzeczyli szczerości swoich wcześniejszych
słów "czy wygrywasz czy nie...". Mimo kiepskiej gry i porażki po
meczu
dziękujemy naszym piłkarzom a oni dziękują nam za doping. Wracamy do
Huty rozśpiewanym konwojem. Na Placu Centralnym organizujemy spory i
głośny pochód. Następnie rozpraszamy się i penetrujemy
nowohuckie
osiedla...
Tym
wyjazdem ustanowiliśmy kolejny rekord wyjazdowy Hutnika. W Zabierzowie
zameldowało się sześciuset kibiców Hutnika.
Stowarzyszenie
Suche Stawy serdecznie dziękuje tym, którzy wsparli nas
finansowo. |
|
|
>
HUTNIK - POLONIA PRZEMYŚL 3:0 |
Środa
08-09-2004 |
Bardziej
niefortunnego terminu na rozegranie zaległego meczu z Polonią
nie dało się wymyślić. Spotkanie rozpoczęło się w środę o godzinie
15.00, kiedy większość kibiców jeszcze jest w pracy. To pewnie
dlatego
na Suche Stawy zawitali tylko nieliczni. A może było to spowodowane
słabszą postawą naszych pupili w ostatnich meczach?
Hutnik
w pierwszej połowie strzela Przemyślanom 3 bramki i jest "po
meczu". W drugiej połowie dochodzi do nieprzyjemnego wydarzenia -
głowami zderzają się Goran z Robertem Stanulą. Ten pierwszy legł
nieprzytomny na murawie i zaczął się dusić. Obu zabrała karetka. Od tej
pory bardziej zastanawialiśmy sie co z nimi niż oglądaliśmy grę
pozostałych piłkarzy. Staraliśmy się wspierać Waldka Sotnickiego,
który
przeżywa ciężkie chwile w wyniku niefortunnej interwencji w
Zabierzowie.
Na
tym meczu nie tworzymy młynu, jedynie pod koniec dziękujemy
piłkarzom za grę. Najbardziej z dopingu cieszyś sie Soto. Kibice gości
oczywiście pozostali w domu. |
|
|
>
HUTNIK - HEKO CZERMNO 4:0 |
Niedziela
10-09-2004 |
Cudna
pogoda i wszechobecny kac na trybunach... Na stadion przyszło
około tysiąca osób, ale w niektórych odezwał się syndrom
"staruszka" i
zasiedli na nowych krzesełkach, lub na prośbę dołączenia do młyna
odpowiadali że "za młodo tam". Kolejny raz uzmysławiam wszystkim
starszym - jak nie staniecie w nim to będzie taki właśnie -
młodzieżowy. Wielki szacunek dla młodzianów którzy uczą
się prowadzić
dopingu... jednak wciąż - długa droga przed Wami.
Nasze
Orły wygrywają w cuglach. Wywieszamy sporo flag oraz transparent
"Goran trzymaj się". Doping ambitny, ale liczebność młyna nie pozwoliła
na wiele. Po meczu piłkarze długo dziękują i przybijają piątki.
Szczególnie wspieramy Waldka Sotnickiego. Podobno z Czermna
przyjechała
jakaś wycieczka, jednak nie objawili się na stadionie.. |
|
|
>LEWART
LUBARTÓW - HUTNIK 1:1 |
Niedziela
17-09-2004 |
| Do
Lubartowa wybrały się 23 osoby w tym 2 dziewczyny. W drodze na mecz
utarczki z policją, która wystawia 3 mandaty i konfiskuje jeden
paszport. Mimo kłopotów jedziemy dalej w komplecie. Na stadion
docieramy w trakcie pierwszej połowy, wywieszamy maleńką
barwówkę i rozpoczynamy doping. Jeden z nas wychodzi na sektory
miejscowych, ale wraca po paru minutach bez zdobyczy. W czasie meczu
obrywa lekko 3 miejscowych kibiców od dwóch chłopakow od
nas. Doping, jak na naszą liczbę całkiem godziwy. Niestety tracimy
bramke w ostatniej minucie i musimy zadowolić się remisem. Po meczu
piłkarze dziekują nam za doping. Policja za bardzo się wczuwa w swoją
rolę i szczuje nas psami. Śpiewamy trochę niecenzuralnych piosenek pod
ich adresem i po lekkich przepychankach odjeżdżamy. Podróż w
obie strony obficie skropiona alkoholem. |
|
|
> HUTNIK
- STAL STALOWA WOLA 0:0 |
Niedziela
26.09.2004 |
Stalówki
2 autokary + bus, na oko około 90 osób. Spóźniają się
kilka
minut na mecz i wchodzą na stadion przez dłuższa część pierwszej
polowy. Nas w młynie około 250 osób i pierwsza prezentacja
ultras w tym
sezonie. Proponujemy im ustawkę na murawie na co nie przystają
tłumacząc to niemożliwością sforsowania płotu dzielącego trybunę od
murawy. Gdy stalówka widzi jedyną możliwość starcia na trybunach
stadionu, przystajemy na ich propozycje i w przerwie meczu atakujemy
ich sektor. Dobiegamy do ich klatki i wyzywamy ich na walkę lecz nie
udaje się im przeskoczyć płotu, który nas dzieli i nie dochodzi
do
bezpośredniego starcia. Jak zwykle wpadają psy. Później jeszcze
próbujemy zaatakować ich przez murawę, ale odpuszczamy akcję nie
widząc
możliwości starcia. Po meczu dochodzi do zamieszek z policją,
które
przenoszą się poza stadion.
Nasze
Orły remisują bezbramkowo - co oznacza utratę kolejnych punktów
na swoim stadionie. Po meczu karygodne zachowanie alkoholowej grupki
naszych kibiców, który bluzgają na naszych piłkarzy. |
|
|
>
STAL RZESZÓW - HUTNIK 1:0 |
Sobota
02-10-2004 |
|
Awaria
jednego ze środków
transportu uniemożliwiła nam dotarcie do
Rzeszowa w solidnej liczbie. Policyjni wąchacze przewąchali jedną ekipę
i zabrali 17 naszych kolegów na dołek, poza tym w Hucie musiało
zastać
około 60-70 osób dla których zabrakło transportu. Wielki
szacunek dla
tych, którzy oddali swe miejsca innym. Ostatecznie jest nas na
Stali
ponad 170 osób.
Na
mecz dojeżdżamy spóźnieni o dobre pół godziny - dzięki
uprzejmości
policji, która zamiast nas eskortować blokowała przejazd i
narzucała
przez kilkadziesiąt kilometrów tempo 40 km/h. W drodze i przed
wpuszczeniem na trybuny zostajemy dokładnie przeszukiwani,
szczególnie
agresywnie zachowują się dziewczęta z antyterrorki. Mamy poważne powody
aby przypuszczać że znowu dodawały sobie odwagi fetą. Niech całości
obrazu dopełni fakt że podczas przeszukania autokaru zniknęły trzy
repliki koszulek piłkarskich, jeden kibic został okradziony z poważnej
kwoty pieniędzy a jeden z szalika. A to co działo się po meczu to już
prawdziwe kurestwo. Ale po kolei...
Co
do samego meczu to znowu mimo ambitnej walki nasi piłkarze tracą
gola w 80 minucie i nie udaje im się wywieźć punktów z Rzeszowa.
Staramy się ich wspomóc solidnym dopingiem przez niemal cały
czas.
GlobeTrotters`02 przygotowali niezłą oprawę na ten, rozgrywany przy
jupiterach mecz. Niestety ochrona zabiera piłkarzom flagi na drzewcach
a nam kradnie sporo wulkanów. Koniec końców podczas meczu
prezentujemy
350 baloników w barwach, 50 wulkanów, sporą ilość
serpentyn i konfetti.
Mimo
porażki po meczu bardzo gorąco dziękujemy piłkarzom za ich
wysiłek, oni podchodzą do nas i długo z nami stoją. Widzimy jak bardzo
potrzebują wsparcia w trudnych momentach. Decydujemy się pozostać na
trybunach dopóki nie zostaną zwrócone pieniądze i
przedmioty skradzione
przez policję. Prosimy o rozmowę z dowodzącym akcją, co oczywiście
kończy się pałowaniem. Białe kaski wraz z ochroną pałują wielokrotnie
kibiców wsiadających do autokarów, nie oszczędzając
dziewczyn i
małolatów. Ale to już chyba tradycja. Nasza próba odwetu
kończy się
zagazaowaniem dwóch zamkniętych atobusów - co
uniemożliwia nam odjazd.
Ludzie słabną i wymiotują, kierowcy łzawią. Dopiero wtedy udaje nam się
doprosić o rozmowę z dowodzącym, który okazuje się mało
inteligentnym
krzykaczem - nie przyjmuje zgłoszenia o kradzieży, strzela focha i
ucieka.
Do
Krakowa turlamy się w obstawie przez 4 godziny, podróż mija bez
większych emocji.
|
|
|
>
HUTNIK - WISŁA II 0:1 |
Sobota
09-10-2004 |
W Nowej Hucie
melduje się ok. 300
wiślaków, w dużej części młodzieżowej
ekipy. U nas rozczarowanie - w młynie niestety tylko około 300
osób, w
szczytowym momencie niemal 400. Wielu kibiców siedziało na
krzesełkach,
zamiast stać w młynie i wspomagać piłkarzy dopingiem. Ze strony Wisły
brak dopingu spowodowany żałobą po stracie kibica (solidaryzujemy się z
nimi okrzykiem - "Smierć kibica - jak śmierć brata"). Poza tym goście
nie wywieszają flag, nie robią żadnej oprawy, palą parę naszych
szalików i podobno dwie bluzy. My palimi jedynie kilka
wiślackich szali.
Prezentujemy
80 wulkanów, Przygotowaliśmy trzy choreografie, niestety
niezbyt nam wyszły. Oprócz tego przygotowaliśmy transparenty,
flagi na
kijach które wnieśli piłkarze.
Doping
średni, obyło się bez bluzg. Po meczu idiotyczne zachowanie
części naszych najmłodszych kolegów, którzy markują atak
na gości i na
policję. Ogólnie derby mało ciekawe
|
|
| > POGOŃ STASZÓW - HUTNIK 0:0 |
Niedziela
17-10-2004 |
| Do
Staszowa w 20 minucie meczu dociera 75 kibiców Hutnika. Przez
całe
spotkanie prowadzimy gorący doping, Hutnik remisuje 0:0, piłkarze
tradycyjnie dziękują nam za wsparcie. Sadyści w mundurach organizują
nam ścieżkę zdrowia po czym ruszamy w drogę powrotną. Wyjazd bez
historii. |
|
|
>
HUTNIK - MOTOR LUBLIN 2:1 |
Sobota
06-11-2004 |
Po 7
kiepskich meczach doszliśmy do wniosku, że trzeba pokazać
piłkarzom że oczekujemy od nich większej ambicji. Zbieramy się na
sektorze w około 150 osób, po 5 minutach śpiewamy "My Hutnika
wierni
fani, fanatycznie przywiązani, mamy tylko jeden cel..." nie kończymy,
rozchodzimy się po stadionie i nie prowadzimy dopingu do końca meczu.
Na płocie zamiast flag wieszamy transparenty wzywające piłkarzy do
wiekszego zaangażowania w grę.
Z
Lublina przyjechło 68 kibiców, okresowo pokazali solidny doping,
mimo
przegranego przez ich puplili meczu podziękowali zawodnikom za grę.
Mecz bez bluzg.
Nasza
drużyna w końcu zdobywa 3 punkty, jednak dużo w tym szcześcia.
Mamy nadzieję że chłopaki w końcu się przebudzą, ale czy nie za
późno? |
|
|
>
IV turniej kibiców im. Ś.p. Fabsa (Wodzisław Śląski) |
Sobota
26.02.2005 |
Już od
3 lat jesteśmy stałym gościem turnieju kibiców organizowanego
przez Odrę Wodzisław i nie inaczej stało się w tym roku. Do Wodzisławia
jedziemy w 19 osób wystawiając jeden skład piłkarski na turniej.
Już
przed nastaniem świtu syczały otwierane puszki i butelki nie zważając
na to, czy ich właścicielem był zawodnik turnieju, czy widz. Spod
stadionu Odry ruszamy w kolumnie pojazdów wraz z resztą ekip na
cmentarz, gdzie oddajemy pamięć zamordowanemu kibicowi Odry Wodzisław
zapalając znicze. Z cmentarza udajemy się do hali gdzie rozgrywane są
mecze turnieju. Na turniej stawiły się oprócz ekipy gospodarzy i
ich
fan klubów także: Górnik Wałbrzych, Naprzód
Jędrzejów, Stal Rzeszów,
Raków Częstochowa, RKS Radomsko, Unia Nowa Sarzyna i Stal
Gorzyce. Z
turnieju odpadamy w fazie wstępnej co nie było zaskoczeniem biorąc pod
uwagę trzeźwość i kondycję naszych zawodników. Wieszamy flagę:
Nowohuccy Wojownicy i wizytówkę B'98. Za skrzynkę piwa
wypożyczamy do
drużyny Odry Wodzisław naszego drugiego bramkarza i on podobnie jak w
zeszłym roku my - zajmuje z tą drużyną 3 miejsce - więc na podium mamy
hutniczy akcent. Po turnieju jedziemy do wynajętej knajpy na imprezę,
gdzie można było wybierać z pełnego wachlarza używek, co usprawiedliwia
dalszy przebieg wydarzeń. Nasza grupa po pewnym czasie podzieliła się
mniej więcej na połowę i jej pierwszą cześć ulokowana w loży posypała
się jak klocki domino, a druga nawiązywała kontakt z rzeczywistością do
końca naszej wizyty. Ostatecznie po północy postanowiliśmy
zebrać się w
stronę naszej dzielnicy, choć impreza trwała nieprzerwanie dalej. Po
przejechaniu pewnego odcinka trasy musieliŚmy wrócić do
Wodzisławia,
gdyż zostawiliśmy tam, jak się okazało, jednego chłopaka od nas. W
komplecie wracamy do Nowej Huty. Na turnieju zagadała do nas Stal
Gorzyce i ustaliliśmy, że nie będziemy sobie podczas naszych
kontaktów
wchodzili w drogę.
Pozdrawiamy
organizatorów
turnieju i gratulujemy, że z roku na rok jego poziom i przygotowanie
jest coraz lepsze.

|
|
|
>HUTNIK
- POGON LEŻAJSK 0-0 |
Wielka
Sobota 26-03-2005 |
|
Po
przełożeniu
pierwszych dwóch kolejek spotkań na szczeblu
trzecioligowym, doszło na Suchych Stawach do inauguracji rundy
wiosennej sezonu 2004/2005 z klubem z Leżajska.
Nie spodziewaliśmy się żadnych atrakcji związanych z ewentualną wizytą
kibiców gości bo po prostu byliśmy święcie przekonani, że nie
odwiedzą
Nowej Huty... a jednak. Na kilkanaście minut przed pierwszym gwizdkiem
pojawia się "z nikąd" na torowisku tramwajowym pod stadionem
kilkunastoosobowa grupka. Prawdopodobnie wysadził ją tam bus jadący od
strony Tarnowa. Przyjezdni próbują przegonić grupkę naszych
kibiców,
która w tym samym czasie przechodziła spod jednych kas pod kasy
przy
bramie głównej. Na widok biegnących kibiców Pogoni nasi
się zrywają -
wśród nich podobno także nowonabyty przez nasz klub piłkarz ze
Stanów
Zjednoczonych. Widząc to ruszamy spod naszych kas z przekonaniem, że to
Cracovia sieje zamieszanie pod stadionem. Ekipka z Leżajska zatrzymuje
się na chodniku i ustawia w grupie by podjąć walkę. Starcie trwa
kilkanaście sekund i od razu wkracza policja, która biegła za
plecami
przyjezdnych od momentu gdy my na nich ruszamy. Starcie lekkie (od nas
1 osoba użyła paska ale Leżajsk nie jest jeszcze w układzie o nie
używaniu sprzętu więc nie łamiemy postanowień paktu poznańskiego)
przynajmniej kilku przyjezdnych ląduje na ziemi. Momentalnie jesteśmy
rozdzieleni przez kordon prewencji. Leżajsk jest zawijany przez
policję, my cofamy się kilkana
cie metrów i próbujemy uderzyć na prewencję. Lecą
kamienie i inne
przedmioty, w tym samym czasie ekipa od nas na stadionie wyłamuje bramę
wewnątrz obiektu i robi podjazd pod ochronę. Wycofujemy się jednak po
2-3 minutach i atakujący policję poza stadionem wbijają się na stadion
w około 100 osób z bramą wejściową. Kibice Pogoni są zatrzymani
przez
policję co sprawdzamy w trakcie i po meczu. Miło że nas odwiedzili,
cenimy tę wizytę i postawę przy starciu. Chcieliśmy się z nimi
skontaktować ale późnym wieczorem dowiadujemy się, że zostają
zatrzymani na 48 godzin... piękne |więta Wielkanocne w Nowej Hucie.
-----------------
opis ultras -------------------------------------------------
Na ten
mecz szykowaliśmy oprawę mając
na uwadze między innymi to, iż
odwiedzić nas ma Jerzy Ridan, twórca i reżyser Nowohuckiej
Kroniki
Filmowej, który chce zrobić materiał z początku sezonu. Istniała
jednak
obawa że ilościowy młyn będzie niewystarczający.
Nic
z tych rzeczy - w sektorze stawiło się przeszło 200 kibiców
Hutnika, wielu wyposażonych w nowe szaliki i koszulki zakupione w
trakcie zimy. Dzięki temu mogliśmy zaprezentować całość przygotowanej
oprawy tzn. choreografię złożoną z balonów, pasu materiału,
flag,
transparentów i wulkanów, a w drugiej połowie (w
której młyn stopniał,
nie wiedzieć czemu, do około 130 osób) "chaos" złożony z flag,
szalików
i wulkanów. Niestety doping na meczu był fatalny, nie wiele
różnił się
od postawy piłkarzy na boisku�
Na
meczu tym powrócił do Hutnika Michał Stolarz, którego
postanowiliśmy przywitać sporym i estetycznie wykonanym transparentem
"Michał Stolarz-witamy w domu!!!" Fakt ten podkreśliły w relacjach
wszystkie krakowskie dzienniki, cytując wypowiedź samego piłkarza,
któremu było bardzo miło gdy ów transparent zobaczył.
Jeśli chodzi o
działalność GT to na tym meczu prowadziliśmy sprzedaż vlepek,
pocztówek
i kalendarzyków które spotkały się ze sporym
zainteresowaniem.
|
|
|
>
Msza pojednania (Kraków) |
Sobota
04-04-2004
|
| 4
kwietnia doszło do nadzwyczajnego wydarzenia w światku krakowskich
kibiców. Wobec śmierci papieża Jana Pawła II, który
kilkakrotnie
podczas swojego pontyfikatu podkreślał, że był kibicem Cracovii, doszło
do zawieszenia "broni" między kibicami trzech zwaśnionych krakowskich
klubów. Kibice przyszli wspólnie na mszę zorganizowaną
wieczorem na
stadionie Cracovii przy ul. Kałuży. Przy sztucznym oświetleniu hołd
Karolowi Wojtyle oddało ponad 15 tysięcy kibiców i wiernych z
czego
ponad półtysięczną grupę stanowiliśmy my - kibice nowohuckiej
drużyny.
Po mszy udaliśmy się w ponad godzinny marsz spod stadionu, na
którym
odbywała się msza aż do Placu Centralnego w Nowej Hucie. Nigdy o Tobie
nie zapomnimy "Janie Pawle
Wielki" |
|
|
>
HUTNIK KRAKÓW - KMITA ZABIERZÓW 1:0 |
Sobota
09-04-2005 |
| Kibiców
gości nikt się nie spodziewał, za to spodziewaliśmy się
mających się licznie pojawić na tym meczu kibiców Wisły i
Cracovii, a
wszystko dlatego, że przed meczem odbyła się msza święta na stadionie
Hutnika na która działacze klubowi zaprosili, bez naszej wiedzy,
wszystkich krakowskich kibiców. Zaprosili ich na msze - ale
również na
mecz - specjalnie z tej okazji fundując darmowy wstęp. Podzieliliśmy
więc stadion na ten "wyjątkowy" mecz na 2 części. Jedną zajeliśmy my a
drugą przeznaczyliśmy dla kibiców TS i KSC. Na naszym stadionie
pojawiło się ok. 2 tysiące widzów z czego 100 to kibice
Pasów i Białej
Gwiazdy, obyło się bez żadnych incydentów. |
|
|
>HEKO CZERMNO - HUTNIK
KRAKÓW 2:1 |
Niedziela
17-04-2005 |
| Na ten
wyjątkowo mało atrakcyjny wypad jedziemy w 46 osób. Poza tym, że
po 20 km rozpadł się nasz środek lokomocji i odpowiedzialny za jego
prowadzenie popisał się niebywałym zmysłem organizacyjnym podstawiając
w poł godziny następny, nic się ciekawego nie wydarzyło. Heko bez
kibiców. Pod stadionem ekipa z samochodu na kieleckich blachach
"z
bananami na ryjach" puszcza nam oko i tyle o nich. Wszytskim udającym
się w okolice Czermna gorąco namawiamy do zaopatrzenia się w zestawy
GPS, bo są tam miejsca, o których nikt jeszcze nie wie... |
|
|
>POLONIA PRZEMYŚL - HUTNIK
KRAKÓW 0:2 |
Środa
20-04-2005 |
Na ten wyjazd
nie organizowaliśmy
żadnego transportu, co więcej było
niemal pewne, że zaliczymy pierwsze w tym sezonie zero wyjazdowe! Na
szczęście, parę osób w ostatniej chwili zebrało się i
pojechaliśmy. Jak
się później okazało, jadą 2 grupy kibiców Hutnika,
które o sobie nie
wiedziały! W pierwszej, były 4 osoby, w drugiej 3 - tak więc w sumie
było nas 7. Droga do Przemyśla spokojna, na pierwszej stacji w owym
mieście obczaja nas 3 typów (potem okazało się - kibiców
Czuwaju). W
czwórkę wysiadamy na Głównym (ciągle nie widzieliśmy o
obecności 3
pozostałych kibiców HKS-u) i pieszo, bez obstawy ruszamy na
stadion.
Zajmuje nam to około 15 minut. Wchodzimy na obiekt i pierwsze kroki
kierujemy pod budynek klubowy, ponieważ chcieliśmy załatwić sobie
powrót z piłkarzami - jeden z nas nie miał dokumentów, a
z kasą było
krucho. Okazało się jednak, że nie wiadomo czy zabierzemy się spowrotem
z piłkarzami, więc widmo jazdy na gapę było coraz bliższe. Idąc do
klatki dla przyjezdnych spotykamy pozostałą trójkę, są co
najmniej tak
samo zaskoczeni jak my. Wchodzimy już razem do sektora dla przyjezdnych.
Po
chwili podbija do nas 2
kibiców Czuwaju (m.in. oni nas obczajali na
dworcu) z propozycją "pójścia na piwo". Jednak nie byliśmy żadną
reprezentatywną ekipą Hutnika (o czym powiedzieliśmy Czuwajowi), tak
więc owo "spotkanie" nie mogło być możliwe. Jednak Czuwaj nie dawał za
wygraną i tym razem zaprosili nas na pogawędkę na kibicowskie tematy,
ale po meczu. Wzięliśmy od nich numer i mieliśmy im dać znać jak
policja nas zostawi na dworcu. Po paru minutach podbija do nas
ochroniarz i mówi, że jak nie będziemy prowokować to nic się nie
stanie. Zaraz po nim podszedł do nas policjant i stwierdził, że po
meczu nas eskortują na dworzec, co nam nie za bardzo pasowało, bo
chcieliśmy wrócić pieszo. Po chwili na stadion wchodzi
zorganizowana,
około 100 osobowa grupa kibiców Polonii z paroma flagami na
kijach. Na
meczu spokój, Polonia dopinguje swój zespół, a
także bluzga na nas i
lokalnego rywala. Wokół naszej klatki zebrało się kilka
elementów
miejscowego folkloru, ale dla ich dobra przemilczmy ten temat. W
trakcie meczu podchodzi do nas paru kibiców Polonii i dyskutują
z
jednym z nas. Podczas meczu parę razy krzyknęliśmy co nieco, a także
zaśpiewaliśmy �my jesteśmy was nie było� oraz �my jesteśmy was nie
będzie�, co rozjuszyło miejscowych, ale poza agresją werbalną nie
zdziałali nic. Nasi wygrywają 2-0, za co wielkie Bóg zapłać,
klaszczą
nam w podzięce za przybycie, a nas ochrona odprowadza pod wejście,
gdzie niestety przejmuje nas psiarnia. Pomimo próśb,
gróźb i innych
metod perswazji, pakują nas do kabaryn. A szkoda, bo kibice Polonii
mieli na nas chrapkę i mogło być ciekawie. Pałkarze wiozą nas na
dworzec, jednak po kilku telefonach, okazuje się, że wracamy z
piłkarzami. Warto dodać, że na dworcu stało kilkunastu z "Lonii",
którzy się bardzo napinali w naszą stronę - jednak byli nędzną
ekipą.
Po chwili znów jesteśmy na obiekcie Polonii i wsiadamy do
autobusu
piłkarzy (za co bardzo dziękujemy sztabowi trenerskiemu jak i samym
futbolistom), co uratowało kilku z nas tyłki przed dostaniem
kredytów w
pociągu. Powrót spokojny, jeszcze tylko kontaktujemy się z
Czuwajem, że
nici z naszego spotkania, z wiadomych powodów.
Podsumowując.
Nie było nic organizowane, jednak na szczęscie nie
zaliczyliśmy zera, przemarzliśmy okrutnie, wydaliśmy majątek, jednak
było warto, o czym świadczyły uśmiechnięte twarze po powrocie do NH.
Kto nie
był - niech żałuje!
|
|
|
>HUTNIK KRAKÓW - LEWART
LUBARTÓW |
Sobota
23-04-2005 |
| Spoglądając
w kibicowskie kalendarium rozgrywek i odnajdując
poszukiwaną godzinę i dzień rozgrywanego spotkania rośnie adrenalina
sama z siebie. Jej poziom wzrasta jeszcze bardziej lub zaczyna spadać
gdy doczytamy z kim przyjdzie zaszczyt dzielić murawę i trybuny. Tego
dnia obeszło się bez zaszczytów... |
|
|
>WIERNA MAŁOGOSZCZ - HUTNIK
KRAKÓW |
Środaa
27-04-2005 |
| ... i
znów potentat. Zastanawialiśmy się dlaczego Heko Czermno i
Wierna
Małogoszcz nie zrobią fuzji. Traktorem objedzie tu i tu, frekwencja
wzrośnie a i inwentarz się wymieni. Byłoby przynajmniej jednego tytana
w lidze mniej. Od nas 21 głów. Oczywiście było takie
zainteresowanie
meczem, że dla przyjezdnych brakło "ulgowych" a z "całych" z pełną
premedytacją nie odtargiwano kuponów bo w przerwie meczu było
losowanie
nagród a wygrać musiał "swój". Zresztą co byśmy robili z
kozą... |
|
|
> Pogrzeb śp. Belmonda |
Sobota
30-04-2005 |
Dnia 26
kwietnia 2005 roku zginął śmiercią tragiczną nasz przyjaciel,
jeden z najwierniejszych kibiców jakich niewielu ma i będzie
miał nasz
klub - śp Belmond. Był z Hutnikiem nieprzerwanie od wielu lat - był na
dobre i na złe. Życie przygniotło go swoim ciężarem jaki serwowało mu
od najmłodszych lat. Odszedł mając 33 lata. Zginął choć w sercach wielu
z nas zostanie na zawsze. Bez niego Hutnik nie byłby dziś tym samym
Hutnikiem, i nigdy już nie będzie.
Przed
wyjazdem na mecz do
Stalowej Woli udaliśmy się na pogrzeb. Belmond w ostatnią podróż
tak
jak w wiele poprzednich wyruszył z nami - zabierając z sobą Hutniczą
flagę. Wszyscy mamy nadzieję, że rozwiesił ją pod sklepieniem
nieboskłonu.
|
|
|
> STAL STALOWA WOLA - HUTNIK
KRAKÓW |
Sobota
30-04-2005 |
Przy
okazji spotkań obydwu drużyn notuje się wspomniany w opisie meczu
Hutnik - Lewart wzrost ciśnienia. Jedziemy w 110 osób. Przed
wyjazdem
udajemy się na pogrzeb naszego kolegi i jednego z najwierniejszych
kibiców na Suchych Stawach - śp Belmonda.
Prosto
z pogrzebu jedziemy do Stalowej Woli. Przed miastem przejmuje
nas duża ilość policji, która skutecznie rozdziela naszą grupę.
Połowa
z nas dociera pod stadion już w 1 połowie. Druga połowa jest
przetrzymywana, spisywana, przeszukiwana, prowokowana przez policję i
filmowana. Stajemy ponad prowokację by dotrzeć do celu wyprawy. Na
obiekcie stawiamy się prawie w komplecie w drugiej połowie spotkania...
(jeden z nas został nie wpuszczony do miasta z powodu zakazu
stadionowego). Miejscowi dopingują w młynie i prezentują pare flag. Po
stronie gospodarzy widoczna też grupa Resovii Rzeszów z grupy
Leśne
Ludki (z flagą). Podczas spotkania jesteśmy bacznie obserwowani przez
satelitarne eskapady z młyna miejscowych. Po meczu otrzymujemy (jak się
finalnie okazuje aż do Nowej Huty) towarzystwo policji. Nasze jedyne
auto obecne na tym wyjeździe, które wyrywa się z eskorty jest
atakowane
przez auto miejscowych ale się nie zatrzymuje - co uznajemy za wygraną
Stali. Po przyjeździe do Nowej Huty (*praktycznie bez
przystanków bo
policja zastawiała wszystkie wjazdy na stacje benzynowe, do
zajazdów i
parkingów leśnych.. grożąc kierowcom karami finansowymi w razie
zatrzymania środków transportu!) zostajemy znów
skutecznie rozdzieleni
na dwie grupy. Jedna zostaje następnie otoczona przez 10
radiowozów.
Policja wyrzuca wszystkich i układa leżąco na chodniku brutalnie przy
tym bijąc i kopiąc kogo popadnie. Kierowca otrzymuje wspomnianą karę
finansową. Zostaje również zatrzymanych ok. 10 kibiców
Hutnika,
niektórym z nich policja zakłada sprawy o znieważenie
funkcjonariusza
na służbie - pozostaje pytanie - co to za służba i komu jest służone?
Niestety
nie pozostajemy bez winy - brutalna interwencja policji
została podjęta wskutek kradzieży jakie zgłoszono z punktów na
trasie
naszego przejazdu. Jak widać ciągle nie dociera do wielu z nas to, że
za paczkę batoników czy żel pod prysznic niewinne chłopaki od
nas z
bandy lądują na dołku i dostają oklep na komisariacie od policji. Są im
do tego zakładane sprawy - które kwalifikowane są już nie jako
wykroczenie a jako przestępstwo. Smacznego "chuligani"... |
|
|
> HUTNIK KRAKÓW - STAL
RZESZÓW |
Wtorek
02-05-2005
|
| Choć
między naszymi ekipami nie ma oficjalnego układu ani zgody - nie pałamy
do siebie antypatią a wręcz przeciwnie - czego świadectwem są nasze
kontakty oraz mecze zarówno w Rzeszowie jak i w Nowej Hucie. Tym
razem nie dane nam było zobaczyć kibiców Stali na naszym
obiekcie gdyż jadąc do nas odnotowali starcie na trasie z połączonymi
ekipami Resovii Rzeszów i Stali Stalowa Wola. Wg kibiców
ze Stalowej Woli - wygrana ich i ich koalicjantów, wg Stali
Rzeszów starcie pod remis ale ze wskazaniem na połączone siły
wroga. Jakby nie było - ciekawe wydarzenie. Czekamy na rewanż. |
|
|
> WISŁA II KRAKÓW -
HUTNIK KRAKÓW |
Sobota
07-05-2005
|
|
Po
ostatnich przerwanych przez
zamieszki chuliganów derbach między rezerwami Wisły a Hutnikiem
ciężko było się spodziewać braku czujności policji. Ta natomiast
popisała się nadgorliwością wydając nieprzychylną decyzję o odbyciu się
derbowego pojedynku bez udziału kibiców z Nowej Huty... Poparła
t decyzję Rada Miasta Krakowa a i TS Wisła nie znalazła nic przeciwko
niej - szkoda bo kibiców Wisły na spotkania na Hutniku
wpuszczamy nawet na rezerwy i za to TSW zawsze było bardzo wdzięczne...
na wdzięczności jak widać się kończy. Podziękujemy kiedy indziej. Mecz
odbył się bez naszego udziału na głównej murawie przy Reymonta i
zakończył się naszym zwycięstwem - niestety tylko na murawie.
|
|
|
> HUTNIK KRAKÓW - HETMAN
ZAMOŚĆ 1:1 |
Środa
25-05-2005 |
Nietypowa
godzina rozegrania meczu oraz kiepska aura spowodowaly, ze na Suchych
Stawach zjawilo sie nieco ponad 300 kibiców.
Nasz
mlyn to kilkadziesiąt osób, doping ograniczamy do minimum. Z
Zamościa przyjechalo 7 osób. Zaznaczają swoją obecnośc skandując
nazwe swojego klubu. Po meczu dostają propozycje "pogawedki", ale
dziekują uprzejmie gdyz planują powrót z pilkarzami.
Hutnik
remisując podtrzymuje serie meczy bez porazki, jednak nasze sny o
drugiej lidze musimy odlozyc do nastepnego sezonu. Kopacze mimo
mizernego dopingu dziekują nam za przybycie na Suche (mokre) Stawy. |
|
|
> GÓRNIK WIELICZKA -
HUTNIK KRAKÓW 2:3 |
Niedziela
14-08-2004
|
| Każdorazowo
wyjazd do położonej nieopodal Krakowa Wieliczki wiązał się
z chuligańskimi atrakcjami. Tym razem obyło się bez spektakularnej
liczby ale nie obyło się bez zamieszek. Pod stadion docieramy w ok.300
osób i pierwsze starcie już zaczyna się przy wchodzeniu na
obiekt.
Skupiamy się na ochronie, która bezpodstawnie zatrzymuje jednego
z nas.
Po chwili zamieszania stwierdzają, że to bolesny pomysł by go
zatrzymywać i w komplecie zajmujemy przeznaczone dla nas miejsca. W
trakcie meczu kilku młodych kibiców Cracovii prowokuje nas
okrzykami
przy kratach na co reagujemy próbą przedostania się wąskim
korytarzem
do sektora buforowego zza którego słychać było groźby pod naszym
adresem. Na groźbach się skończyło a my zanotowaliśmy ponownie kilka
całkiem zgrabnych starć z ochroną. Interwencja policji ostudza nasze
poczynania. Przy opuszczaniu obiektu, jak zwykle, miejsce prowokującej
firmy ochroniarskiej zajmuje policja. Jeden od nas proponuje
przystawiającemu się policjantowi solówkę na co ten przystaje i
odchodzi na bok. Gdy nasz podchodzi do niego zostaje zatrzymany przez
dwóch kolejnych funkcjonariuszy.. Tak naprawdę nie można się
było
spodziewać innego rozwoju wydarzeń, w których kilka obfitowało
to
niedzielne popołudnie. |
|
|
> HUTNIK KRAKÓW -
SANDECJA 1:1 |
Sobota
28-05-2005
|
Koniec
maja, upalny dzień i gorąca atmosfera na Suchych Stawach -
przyjeżdża nielubiany w Nowej Hucie gość. Przyjaciel lokalnego rywala.
Jednak to Cracovia w sile kilkudziesięciu głów (50-70) najpierw
pojawia
się na naszym terenie. Gdy podchodzą pod stadion przegrupowujemy się
jak najbliżej kas, którymi będą wpuszczani. Kiedy wchodzą na
stadion
ruszamy w podobnej ilości na oddzielającą nas bramę, której
broni
kilkunastu ochroniarzy (używają miotaczy gazu żelowego). Nawołujemy do
"pasów" by zaczepili ochronę, która dzielnie spisywała
się po ich
stronie bramy ale.. ale Cracovia stoi wpatrzona jak szpak w pizdę i w
rezultacie nikt od nich nie dąży do odwrócenia na moment uwagi
ochroniarzy od bronienia bramy, a co za tym idzie do starcia z nami.
Dziwne ale autentyczne. Kibice z Kałuży wchodzą w tym czasie na sektor
dla kibiców przyjezdnych. Nas po dobrym ok. 10 minutowtym
szturmowaniu
bramy, do walki zniechęca policja. Szkoda, że w niedługim odcinku czasu
usłyszeliśmy pod naszym adresem hasło "Hutnik cykory"... Wycofujemy się
do naszej części stadionu.
Przyjezdni
zaskoczyli frekwencją - pojawili się w ok.250 osób, na
którą
to liczbę składali się kibice Sandecji, Korony Kielce, Naprzodu
Jędrzejów, Czarnych Jasło, Cracovii i Polonii Warszawa oraz
GKS-u
Tychy. W trakcie spotkania przystępujemy do kolejnego ataku na sektor
gości - wyłamujemy część ogrodzenia i ok. 40 osób wdziera się na
murawę. Widać, że goście chcieli w jakimś stopniu podjąć rękawicę bo
wyłamują również u siebie ogrodzenia i gdy pierwsza Hutnicza
dziesiątka
dobiega na ogrodzenia pod sektorem przyjezdnych - przed nim na murawie
jest już 4 gości a reszta nie kwapi się do wybiegania. Starcie znikome
bo po pierwszych trafionych ciosach z naszych rąk pada pierwszy bohater
ekipy przyjezdnej a 3 pozostałych chowa się w popłochu przez dziurę do
sektora.. Na murawę w tym momencie wbiegają oddziały prewencji i
znów
jesteśmy zmuszeni wycofać się pod swój sektor skąd po kilku
minutach
rusza w kierunku Sandecji 2 kamikaze z odpalonymi racami w dłoniach -
race choć tylko 2, ląduję w sektorze siejąc gigantyczny popłoch i
ucieczkę gości w górę sektora. Na tym kończą się pozasportowe
emocje w
spotkaniu z kibicami z Nowego Sącza i ich przyjaciółmi,
którzy tego
dnia albo, jak w przypadku lokalnego rywala, zawiedli bezczynnością i
kompromitowali się później przyśpiewkami kim to oni nie są a kim
dla
nich jest Hutnik.. albo nie pomogli wcale jak w przypadku całej reszty.
Po
meczu czekaliśmy na wracających kibiców Cracovii ale
najprawdopodobniej wyjechali ze stadionu wraz ze swoimi zgodami bo nie
wracali drogą, którą dotarli na spotkanie.
Chcielibyśmy
zdementować wszelkie pogłoski jakoby Hutnik na tym meczu
zerwał z zasadami Paktu Poznańskiego o nieużywaniu sprzętu. Użyliśmy w
zamieszkach sprzętu wobec obecności w szeregach gości Cracovii i GKS-u
Tychy - ekip które wykpiły przyjęte zasady honorowej walki i
wobec
których walka odbywa się bez żadnych ograniczeń. Zasady są
proste -
albo nie ma ich wcale. |
|
|
|
|
|
|
 |

|