|
:::NAWIGACJA:::
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
 |
| |
|
Cała
prawda o fladze 'Ultras Górnik'
|
Do wystosowania prośby o napisanie tego
artykułu do Kibola HKS-u, skłoniła mnie masa plotek, krążących już po
całej Polsce, a dotyczących sposobu zdobycia tej flagi. Mam nadzieję,
że tekst ten rozwieje już wszelkie wątpliwości i zamilkną wszyscy ci,
którzy celowo rozpowiadają, bądź rozpowiadali brednie na ten
temat.
|
|
HISTORIA ZDOBYCIA FLAGI "ULTRAS
GÓRNIK"
|
W piątek 27.03.1998 r. zamiast do
'budy', wybrałem się na wagarowanie do panny, którą poznałem w
czasie ferii zimowych. Jednak nikogo u niej nie było. Postanowiłem
przejść się na stadion GKS-u, aby zobaczyć przygotowania do sobotnich
derbów GKS-Ruch. Potem stwierdziłem, że mogę pojechać tramwajką
do Chorzowa. Nie chciałem tracić kasy na bilety i wróciłem się
na pociąg. Zwiedziłem stadion chorzowski i wróciłem na stację.
Tam czekając na pociąg do Krakowa, stwierdziłem że warto by było rzucić
okiem na stadion KSG. Zmieniłem perony i godzinę później stałem
na sektorze zabrzańskiego obiektu. Chwilę pooglądałem i ruszyłem na
najbliższy przystanek autobusowy, by wrócić na dworzec. Razem ze
mną wracali spod klubu dwaj kolesie, w wieku 17-18 lat. Tylko jeden z
nich wyglądał na kibola. A kibol na kibola zawsze się gapi. Miał
ciemne, blond włosy, oliwkowego fly'ersa i koszule
czerwono-zielono-czarną w kratę, wystającą mocno spod kurtki. Ja nie
zwróciłem ich uwagi, ale moją uwagę zwrócił wór,
który nieśli ze sobą od klubu. Na przystanek było z 300
metrów, na których to toczyła się w mojej głowie burza
myśli. Co mogło się znajdować w tym worku? Wsiadłem w końcu z nimi do
autobusu linii 32 i dalej intensywnie planowałem co zrobić. Wiadomo,
sprawa mnie kusiła, ale nie znałem terenu, byłem nie u siebie, a na
dodatek ich było dwóch. Po dość długiej jeździe dojechaliśmy do
dworca autobusowego. Po drugiej stronie ulicy był już dworzec kolejowy.
Do głowy wpadła mi szalona myśl i gdybym był normalny, to za chuja bym
tego nie zrobił.
Podbiegłem do kolesi, szarpnąłem za wór - był mój! Oni
żadnej agresywnej reakcji. Byli totalnie zaskoczeni. Jeden tylko
powiedział coś w stylu "my go bierzemy...", ale nie podjąłem rozmowy.
Byłem zbyt zdenerwowany, biegłem między jadącymi z wiaduktu
samochodami, poźniej w dół po schodach i szukałem wręcz
panicznie miejsca, żeby się ukryć. Na szczęście nie biegli za mną.
Wsiadłem do pierwszego pociągu jaki przyjechał. Z jego okien widziałem
jeszcze tych kolesi, jak wbiegli na dworzec prosto na peron spod kas
kolejowych. Pociąg ruszył. Schowałem się z łupem do klopa. Obawiałem
się, że mogą jechać autem za mną, ale za Katowicami poczułem niemal
zupełny spokój i radość, jakiej jeszcze nie czułem. Wiedziałem,
że jest to flaga, może nawet dwie lub trzy, bo wór był ogromny.
Wyszedłem z kibla tuż za Katowicami. W Jaworznie wyrzucił mnie kanar,
który 2 razy pukał mi do kibla. Jebało mnie, ile dostanę
kredytu. Ale nic z tych rzeczy - sam zapytał mnie, czemu nie
podróżuje jak człowiek, ja mu na to, że jadę do chorej babci, a
tu są moje ubrania. Chłop dał się nabrać i wypuścił mnie bez kredytu.
Podjarany łupem, kupiłem sobie w Jaworznie bilet na następny pociąg do
Krakowa. Z Dworca Gł. pojechałem ze spotkanym sędzią koszykarskim
(który akurat pytał mnie o Hutnika) wprost na Suche Stawy, gdzie
miało odbyć się zaległe spotkanie Hutnik-Linodrut Zabrze. Wraz z W....,
W...., Ł..... i D....... rozwiesiliśmy największą flagę KSG - ULTRAS
GÓRNIK do góry nogami. Koszykarze Linodrutu
zwrócili nam uwagę, że wieszamy ją odwrotnie, na co my
zaśmialiśmy się im prosto w twarz. Wieść rozniosła się pewnie wraz z
przyjazdem koszykarzy do Zabrza.
Naszej radości nie było końca! Na drugi dzień zawisła ona wraz z
flagami Unii Tarnów i Wisłoki Dębica (która była w tym
worze) na meczu HKS-GKS B.
Z poważaniem: Kibol HKS-u.
|
|
|
|
|
 |

|